
Listopad 6th, 2007
Niech podniesie do góry rękę ten, kto nie chciałby mieszkać w ładnie urządzonym mieszkaniu, z kominkiem, pięknie i wygodnie urządzoną sypialnią, wielką kuchnią, przestronną i wygodną łazienką? No dobrze, zapewne znajdzie się grupka takich osób, indywidualistów, żyjących na walizkach i chodzących przez kilka lat w tych samych, rozpadających się ale wciąż ulubionych spodniach… Sama zresztą widuję takich ludzi. Nie mają nic wspólnego ani z brudasami, ani z tak zwanymi menelami. Dbają o czystość, są w pewien sposób piękni a ich podejście do życia cechuje spokój, tolerancja, pogodzenie z rzeczywistością, żyją w zgodzie z naturą.
Tym niemniej przeciętny – bez obrazy! – zjadacz chleba chcąc dbać o własną i nie tylko własną, bo przecież często zakłada rodzinę, wygodę, bezpieczeństwo szuka dla siebie i najbliższych odpowiedniego lokum. Oczywiście – tak domniemam przynajmniej – nie ma wśród nas gwiazd z Hollywood, które posiadają po cztery domy i ten tekst ich zupełnie nie interesuje, a luksusy wymienione przeze mnie na początku to dla nich standard. Nie szkodzi. Są wśród nas osoby, które są warte tego, aby wydać zarobione przez siebie ciężko w życiu pieniądze na jedną konkretną rzecz, nie chować ich w skarpetę i nie mieć jednego celu: zabrać ich ze sobą do grobu.
Przejdźmy się w takim razie – gdy nadejdzie odpowiedni moment – do biura nieruchomości Kraków, poradźmy się eksperta co kupić, gdzie kupić, skorzystajmy z jego pomocy przy kontaktowaniu się z notariuszem, kompletowaniu papierków, podejmowaniem kredytu mieszkaniowego – bo wydaje mi się, że ostatecznie taka wielka gwiazda Hollywood nie cieszy się ze swojej nowo nabytej, kolejnej rezydencji tak, jak my z własnych czterech kątów!
Posted in Dom i ogród |
Komentarze są wyłączone

Listopad 6th, 2007
Dziś w pracy jak zwykle słuchałam radia. Gdy lecą jakieś kawałki muzyczne lub nawet programy w stylu Dzwonię do Pani/Pana… pozwala mi się to bardziej skupić, odpływam, łatwiej mi się skoncentrować na pracy przy monitorze i odciąć od tego, co robią inni. Dziś jak zwykle po porannej kawce włączyłam radio i po serii przyjemnej muzyczki spikerka zaczęła mówić o tym, ile osób ma auto i jak to się przekłada procentowo na płeć właścicieli. Otóż co się okazało: auto ma co druga osoba, sześćdziesiąt procent mężczyzn i jak wynika z logiki – czterdzieści procent kobiet.
Ponieważ mam podzielność uwagi w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało mi się zastanawiać się od tego momentu: no dobrze, czterdzieści, sześćdziesiąt… Jeszcze nie pół na pół, ale już bliżej niż dalej! Kto by pomyślał kiedyś, że kobieta będzie mogła piastować typowo męskie stanowiska, wyjdzie z kuchni do ludzi, będzie ubiegała się o swoje prawa, przestanie być tylko matką, żoną i kochanką… Teraz kobieta może pracować zostawiając męża w domu z dziećmi i nie jest to już tak dziwne, jak trzy czy cztery lata temu, a niedługo przestanie być dziwne w ogóle; teraz kobieta może okładać się na ringu a dodatkowo, jak od niedawna wiadomo, udzielać się także politycznie; teraz kobieta może być dyrektorem, prezesem, nie ma problemu…
I tak sobie rosnąc w piórka uzmysłowiłam, że może czas najwyższy, abym ja też przeszła progi szkoły jazdy w Poznaniu? Bo tak w myślach te kobiety wychwalam, tak mi się to wszystko podoba, a sama jakoś nie miałam czy to czasu, czy odwagi… O tak, postanowiłam niedługo mieć prawo jazdy w Poznaniu!
Posted in Motoryzacja |
Komentarze są wyłączone

Listopad 6th, 2007
Gdy byłam bardzo małą dziewczynką, bo już w wieku 10 lat, oznajmiłam wszem i wobec, że nigdy przenigdy nie wsiądę za kierownicę. Nie było to moje widzimisię. Niestety miałam wyjątkową nieprzyjemność oglądać – na żywo – wypadek. Co prawda i na całe szczęście nikomu nic się nie stało, ale mi obraz, który widziałam wbił się na dobre w pamięć i powiedziałam sobie, że nigdy sama nie będę kierowała. Co gorsza, przez długi okres ciężko mnie było w ogóle przekonać do zajęcia miejsca w aucie, gdy rodzice chcieli mnie odwieźć do szkoły, do lekarza, do rodziny… Używali wtedy przeróżnych metod, tłumaczyli, że nic się nam nie stanie, że tatuś będzie jechał bardzo wolniutko, że jesteśmy całkowicie bezpieczni a tamten wypadek to pech kierowcy i rzadkość, nie mają miejsca codziennie.
Lata płynęły a ja szłam w zaparte. Minęła moją czternastka, piętnastka, szesnastka, skończyłam siedemnaście lat i rodzice patrzyli, co będzie ze mną dalej. Koledzy i koleżanki powoli wyszukiwali szkół jazdy, rozmawiali o prowadzeniu aut a ja, nosząc w sobie wielką traumę szłam w zaparte i mówiłam: nie i koniec.
Któregoś dnia rodzice wzięli mnie pod włos. Powiedzieli: Daria, zdasz maturę – kupujemy ci auto. Kto w takim wieku, a właściwie w jakimkolwiek za wyjątkiem bobasków, nie chce mieć auta? Taki prezent to nie bransoletka, rower czy nawet komputer. Przyznałam się do propozycji rodziców Halince, mojej koleżance z klasy. Uznała, że jeśli zaraz nie zapiszę się do szkoły jazdy w Szczecinie to znaczy, że jestem stuknięta.
Czar traumy prysnął, jak tylko się tam znalazłam. Wspaniały instruktor, miła kadra… przekonali mnie do prowadzenia auta! Jako, że maturę zdałam śpiewająco teraz mam prawo jazdy Szczecin i z wielką przyjemnością prawie każdego dnia wyjeżdżam na ulice Szczecina :)
Posted in Motoryzacja |
Komentarze są wyłączone