Nie uległam czarowi zagranicznych świąt. W przeciągu 5 lat poznałam bożonarodzeniowe zwyczaje kilku europejskich miast ale do dzisiaj pozostaje wierna tradycją wpojonym mi przez mamę oraz babcię. Mój mąż musi mieć świeże sianko pod wykrochmalonym obrusem na stole wigilijnym. Obrusy w domu rodzinnym odgrywały ogromną rolę przy co niedzielnych obiadach , gdzie cała rodzina zachwycała się nad zdolnościami świętej pamięci babci Marty. Złościmy się tylko gdy nie możemy dostać „zjadliwego” karpia ale dzięki wspólnemu uporowi nasze potrawy, kolędy poznają przyjaciele z Bergen.
Z reguły na początku grudnia zabieramy się za świąteczne zakupy, mały Bartek zaczyna pisywać obszerne listy do Świętego Mikołaja, lista prezentów które Bartuś sobie za życzył często nas zaskakuje. Dla przykładu w zeszłym roku zażyczył sobie pościel. Nie potrafiliśmy pojąć z mężem po co 5-cio letniemu chłopczykowi pościel? Na szczęście po tygodniu dociekania co to ma być za pościel zrozumieliśmy: najważniejsze w tej pościeli było to by pasowała do wystroju i nowego koloru ścian w pokoju Bartka.
Tutaj w Bergen nie poświęca się tyle czasu na przygotowanie świąt co w Polsce. Właśnie te długie starania wyróżniają nasz kraj na całym świecie i budują klimat, którego w Bergen brakuje. Z całą rodziną świątecznego nastroju doszukujemy się w dekoracjach, szeregach choinek ośnieżonych białym puchem i milionach lampionów.
Mieszkając w Norwegi, wszystkie przepisy i wspomnienia świąteczne spisałam w grubym zeszycie. Dla swoich dzieci, żeby je kultywowały i przekazały dalej. Myślę, że paradoksalnie, gdyby została w Polsce, coś mogłoby jej umknąć. A w Norwegi wszystkie święta z dzieciństwa jakby w niej żyły.
Porządki Świąteczne zaczynamy stosunkowo wcześnie, tak by wszystko do wigilii było dopięte na ostatni guzik. Zaczynam od mycia okien, krochmalenia firan. Firany w naszym domu to podstawowy element wystroju naszych okien, przez które zerkamy na piękne góry Norwegi. W kuchni wiszą firany wykonane przez moją prababkę a w salonie firany podarowane przez moich teściowych. Po ukończonych pracach związanych z myciem okien zabieramy się za generalne porządki w łazienkach. W naszym domu znajdują się 2 łazienki. Przed każdymi świętami wybieramy się całą rodziną na wspólne zakupy nowych ręczników. Taka dziwaczna tradycja rodzinna. Bartuś uwielbia swoje pstrokate ręczniki, szczególnie te plażowe. Przy okazji kupowania ręczników wybieramy ceratę na stół w jadalni oraz stół kuchenny. W zeszłym roku wybuchła taka afera w sklepie na temat ceraty. Cerata, która zażyczył sobie mój mąż kompletnie nie pasowała do zastawy stołowej, natomiast cerata która ja wybrałam ponoć nie pasowała do koloru ścian w jadalni, w końcu kupiliśmy obie ceraty. W ten sposób mieliśmy dwie ceraty, podczas świąt okazało się,że posiadanie dwóch cerat jest całkiem sensowne ponieważ po wieczerzy, która spożywaliśmy w 10 osób cerata nie nadawała się do użytku. Po wieczerzy oraz nocy wigilijnej nadeszło pierwsze świąteczne śniadanie za granicą. Zaobserwowałam, że świąteczne śniadanie Norwega niczym się nie różni od codziennego. Wszystko jest tu zapiekane, jajka, bekon, kiełbaski czy raczej parówki nazywane kiełbaskami, pomidory, pieczarki, groszek. Nasze święta są nieporównywalne z norweskimi. W Polsce Wigilia to magia. Spory cichną, zwierzęta mówią ludzkim głosem, wszędzie rozbrzmiewają piękne kolędy. Pachnie choinką i najlepszymi na świecie wigilijnymi potrawami.
O potrawach i w ogóle jedzeniu mogę mówić naprawdę długo. Uważam, że w Norwegi nie może zrobić wigilii, bo nie ma tam odpowiednich składników. Nawet na co dzień tęskni za smakiem Polski – chlebem, masłem i wędlinami. Z kraju przywożę torby wypchane jedzeniem. Mimo że w Bergen jest dużo polskich sklepów, a w norweskich pojawiają się całe półki z polską żywnością, to nadal za mało. Jedyna rzecz,która wyszła Norwegom to łosoś. Jeżeli nie można zrobić takiego śniadania jak w Polsce, to co dopiero kolację wigilijną. To naprawdę niewykonalne. Poza tym Norwedzy święta rozpoczynają 25 grudnia – od rozpakowania prezentów wyjętych z ogromnych skarpet wywieszonych przy kominkach. Ostatnio w skarpecie sygnowanym moim imieniem znalazłam piękną, ręcznie tkaną narzutę. W Norwegi noce są strasznie zimne,więc w każdym domu muszą być narzuty. Norwedzy kochają prezenty pożyteczne. Oczywiście inaczej wygląda Wigilia w rodzinach emigrantów, którzy starają się podtrzymywać polską tradycję. W kościołach, nie tylko polskim, są organizowane pasterki dla Polaków. Ostatnio w Norwegi pojawiła się nowa, zaczerpnięta ze Stanów Zjednoczonych tradycja dekorowania domów na zewnątrz lampkami. Większości Norwegom jednak to się nie podoba i często dyskutują o tym w pubach. Za to ja jest zachwycona .To buduje świąteczny nastrój, którego tutaj niestety brakuje. Po ten właśnie niepowtarzalny klimat Bożego Narodzenia wracam do Polski. I myślę, że mój wyjazd nie jest kwestią Norwegi, którą przecież pokochałam. Na święta wróciłabym z każdego miejsca na świecie.